Precedensowy wyrok polskiego sądu w sprawie wykorzystania tłumaczeń maszynowych w procesie profesjonalnego przekładu oraz sprawowania nadzoru jakościowego nad procesem tłumaczeniowym przez biuro tłumaczeń

Wykorzystanie „bezpłatnych” aplikacji i usług dostarczanych przez światowych gigantów technologicznych, określanych wspólnym mianem GAFAM lub BIG TECH, przy wykonywaniu czynności zawodowych niezmiennie budzi wiele kontrowersji, sporów i wątpliwości. Z jednej strony wszyscy wiemy, że tak naprawdę nie ma darmowych usług i towarów. W przypadku „gratisów” i „darmowych” produktów trzeba sobie zadać pytanie: „Jeśli nie zapłaciłem za to pieniędzmi, to czym? Jeśli zapłacił ktoś inny, to dlaczego to zrobił i czego będzie chciał ode mnie?”.

Zastrzec należy, że powyższe spostrzeżenia dotyczą podmiotów prowadzących działalność gospodarczą, a z prawdziwą bezinteresownością i nieodpłatnością możemy spotkać się w przypadku działań filantropijnych i charytatywnych.

Jeśli jednak nie należymy do grupy prawdziwie potrzebujących, a wykorzystujemy dostarczane przez stronę trzecią usługi we własnej pracy zarobkowej lub działalności gospodarczej, to powinniśmy się poważnie zastanowić gdzie jest haczyk. A zawsze jest… Niestety, z niewiadomych powodów, wielu profesjonalistów uparcie odmawia przyjęcia tej prostej prawdy do wiadomości. Tak też bywa w przypadku tłumaczy świadczących usługi przekładu specjalistycznego z wykorzystaniem usługi Google Translate.

Walutą, którą płacimy za „darmowe” rozwiązania i aplikacje jest nasza prywatność i dane na temat naszych zachowań i preferencji zakupowych. Jeśli godzimy się na to w naszym życiu prywatnym, to jest to nasz własny wybór. Jeśli jednak te rozwiązania i aplikacje stosujemy w swojej działalności zawodowej, to walutą stają się dane, treści i prawa własności intelektualnej należące do naszych klientów i osób trzecich. Prawa do dokonywania takiego wyboru w ich imieniu nie posiadamy i takie zachowanie należy rozpatrywać w kategoriach działania bezprawnego i naruszenia umowy.

Problem ten okazał się jednym z kluczowych wątków, które podlegały ocenie przez Sąd Rejonowy Poznań-Stare Miasto w Poznaniu, Wydział XII Gospodarczy w sprawie rozpoznawanej pod sygnaturą akt: XII GC 669/17. W postępowaniu tym został wydany w dniu 13 sierpnia 2020 r. precedensowy wyrok (pełna treść uzasadnienia dostępna jest TUTAJ), który – wedle mojej najlepszej wiedzy popartej poszukiwaniami w komercyjnych bazach informacji prawnej oraz w bazie orzecznictwa sądów powszechnych prowadzonej przez MS – jako pierwszy odnosi się do kwestii korzystania z darmowych narzędzi do tłumaczeń maszynowych w kontekście zobowiązania do zachowania poufności i praw własności intelektualnej, właściwej organizacji procesu tłumaczeniowego oraz odpowiedzialności biura tłumaczeń w zakresie sprawowania nadzoru jakościowego nad pracą tłumacza przy jednoczesnym braku uzasadnienia niedotrzymania wymogów jakościowych niską ceną. W orzeczeniu podjęta została również próba zdefiniowania pojęcia „tłumacza zawodowego”.

W niniejszym artykule omówione zostaną najważniejsze tezy z uzasadnienia wyroku. Na wstępie warto jednak krótko przytoczyć stan faktyczny sprawy, aby nakreślić czytelnikom szerszą jej perspektywę.

Postępowanie prowadzone jest z powództwa biura tłumaczeń (dalej jako „BT” lub powód), które wniosło pozew przeciwko swojemu klientowi dochodząc zapłaty wynagrodzenia za wykonaną przez siebie usługę tłumaczenia publikacji książkowej z języka polskiego na język angielski. Tłumaczenie zostało zrealizowane w 2013 r. Klient odmówił zapłaty kwestionując jakość wykonanego przez BT przekładu swojej książki, która była specjalistycznym podręcznikiem programowania mikrokontrolerów w języku C. Ponadto tłumaczenie zostało wykonane z dużym opóźnieniem. Pomimo złożonej reklamacji i kilku prób poprawienia tłumaczenia końcowa jakość tłumaczenia okazała się, w ocenie klienta, na tyle niska („tragiczna”), że złożył oświadczenie o odstąpieniu od umowy i ostatecznie zlecił wykonanie tłumaczenia innemu podmiotowi. Na tym tle powstał spór o zapłatę wynagrodzenia BT.

Warto wskazać, że klient BT miał wpływ na wybór tłumacza dokonującego przekładu w ten sposób, że przedstawiono mu próbki tłumaczeń wykonanych przez kilka różnych osób spośród których wskazał przekład najbardziej odpowiadający jego oczekiwaniom. Jego autorowi BT powierzyło wykonanie tłumaczenia publikacji. Tłumacz był studentem V roku Informatyki i laureatem ogólnopolskiego konkursu z zakresu języka angielskiego dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych.

Tłumacz zeznał w trakcie rozprawy, że 92% tłumaczenia wykonał przy wykorzystaniu darmowego translatora Google, a potem poprawiał to tłumaczenie. Pozostałe 8% przetłumaczył jedynie za pomocą translatora, nie weryfikując rezultatów tego tłumaczenia. Jedną z przyczyn skorzystania z narzędzia GT było opóźnienie w wykonaniu tłumaczenia.

BT i jego klient zawarli umowę na wykonanie tłumaczenia w tzw. wariancie STANDARD, który zawierał zastrzeżenie o braku zgodności z normą jakościową PN-EN 15038:2006 (poprzedniczka dzisiejszej normy ISO 17100:2015), przy jednoczesnym zapewnieniu, że tłumaczenie zostanie wykonane przez tłumacza zawodowego i poddane redakcji natywnej przez osobę o specjalizacji zgodnej z dziedziną przekładu. Wynikowe tłumaczenie miało nadawać się do zastosowań profesjonalnych.

W sprawie został powołany biegły sądowy. Biegły stwierdził wykonanie usługi niezgodnie z treścią zawartej umowy i z naruszeniem zasad sztuki. Przekład poddany ocenie biegłego zawierał liczne błędy językowe, nieprzetłumaczone fragmenty i rejestr zdecydowanie odbiegający od rejestru wymaganego dla tekstu przeznaczonego do publikacji.

Po rozpoznaniu sprawy SR Poznań-Stare Miasto wydał wyrok oddalający powództwo i obciążający powoda kosztami postępowania. Poniżej przedstawiono najważniejsze ustalenia i argumentację przedstawioną przez Sąd w uzasadnieniu wyroku oraz komentarz autora niniejszego artykułu.

Najważniejsze tezy uzasadnienia wyroku:

  • Sąd stwierdził, że tłumaczenie wykonane przez powodowe BT jest wadliwe w takim stopniu, że nie można go uznać za możliwe do wykorzystania dla celów profesjonalnych, co zakładał zakres usługi „standard”.
  • Wykonanie tłumaczenia zostało powierzone osobie nieposiadającej odpowiedniego przygotowania i kompetencji zawodowych oraz doświadczenia.
  • Redakcja została wykonana w sposób niekompletny i niedbały.
  • Dodatkowo zastosowano narzędzie Google Translate, co stanowi rażące naruszenie zasad sztuki i postanowień umowy, a dopuszczenie do jego zastosowania stanowi co najmniej rażący przykład braku nadzoru nad sposobem wykonania tłumaczenia oraz brak zastosowania jakichkolwiek procedur kontroli jakości. Zastosowanie GT prowadzi do naruszenia zobowiązania do zachowania poufności oraz narusza prawa własności intelektualnej przysługujące klientowi lub osobom trzecim do tekstu źródłowego.
  • Pozostawienie w tekście poddanym redakcji nieprzetłumaczonych słów, oczywistych błędów językowych i ortograficznych oraz niezrozumiałych fragmentów stanowi o wystąpieniu błędów krytycznych dyskwalifikujących tłumaczenie z perspektywy wykorzystania go do celów profesjonalnych.
  • „Zrozumiałość” tekstu to niezbędne minimum w przypadku tłumaczeń wykonywanych w trybie ekonomicznym w celach informacyjnych na potrzeby własne klienta. W przypadku tłumaczenia, które ma służyć do zastosowań profesjonalnych sam fakt „zrozumiałości” tekstu, który jednocześnie jest trudny w odbiorze, niekompletnie przetłumaczony i obarczony wieloma usterkami językowymi, nie pozwala na uznanie tłumaczenia za wykonane prawidłowo. W przypadku opcji „standard” tekst wynikowy, po uwzględnieniu wszystkich zastrzeżeń dokonanych przez powodowe BT, winien nadawać się do zastosowań profesjonalnych, którego to kryterium jakościowego tłumaczenie nie spełnia.
  • BT nie może powoływać się na umowne ograniczenie odpowiedzialności z tytułu nienależytego wykonania umowy, bowiem wysoki stopień wadliwości dzieła powoduje jego nieprzydatność do założonego celu, co z kolei prowadzi do wniosku, iż mamy do czynienia z niewykonaniem umowy, a nie jej nienależytym wykonaniem.
  • Sąd zwrócił dodatkowo uwagę, że cenę za jaką strona powodowa miała wykonać tłumaczenie ustaliła ona sama. W związku z tym twierdzenie, że cena usługi uzasadniała obniżenie jakości wykonanego tłumaczenia jest bezpodstawne. BT dobrowolnie zobowiązało się wykonać tłumaczenie odpowiadające wariantowi „standard” i samodzielnie wyceniło wysokość swojego wynagrodzenia, zatem winno wykonać umowę zgodnie z jej treścią.
  • Z ustaleń Sądu wynika, że dzieło wykonane przez powodowe BT było bez wątpienia dotknięte wadami istotnymi, tj. takimi które uniemożliwiają korzystanie z niego zgodnie z przeznaczeniem lub wyraźnie sprzeciwiają się umowie. Tłumaczenie wykonane przez BT było dla pozwanego bezużyteczne. Potwierdza to dodatkowo fakt, że pozwany był zmuszony powierzyć wykonanie tłumaczenia podmiotowi trzeciemu, który stworzył je od podstaw.
  • Konsekwencją stwierdzenia, że dzieło wykonane przez BT dotknięte jest wadami istotnymi jest uznanie, że roszczenie BT o zapłatę wynagrodzenia nie stało się wymagalne wobec niewykonania umowy, a co za tym idzie powództwo podlegało oddaleniu.

Umowne ograniczenie odpowiedzialności biura tłumaczeń za nienależyte wykonanie tłumaczenia

Niezwykle ciekawym wątkiem w tej sprawie była ocena przez Sąd skuteczności umownego ograniczenia odpowiedzialności BT w kontekście istotnej wadliwości dzieła. Sąd pokreślił, że zgodnie z postanowieniami swojego regulaminu świadczenia usług BT nie ponosiło odpowiedzialności za nienależyte wykonanie tłumaczenia w przypadku zlecenia przez zamawiającego wykonania tłumaczenia  do druku lub rozpowszechniania w wariantach standard i econo. Jednocześnie Sąd stwierdził, że ograniczenie odpowiedzialności dotyczy wyłącznie przypadków nienależytego wykonania umowy. Biorąc zaś pod uwagę skalę naruszenia obowiązków przez stronę powodową jej zachowanie należy rozpatrywać w kategoriach niewykonania umowy, a nie jej nienależytego wykonania. Dzieło wykonane przez powódkę było dotknięte wadami istotnymi, w związku z czym nie zostało wydane przez BT zgodnie z jego zobowiązaniem. Klient odmówił odebrania dzieła od BT, do czego był uprawniony. Tym samym nie doszło do nienależytego wykonania zobowiązania przez BT, lecz zobowiązanie to nie zostało wykonane. W konsekwencji ograniczenie odpowiedzialności BT przewidziane w regulaminie świadczenia usług nie znajdowałoby zastosowania.

Przyjmując nawet, że strona powodowa wykonała zobowiązanie, jednak w sposób nienależyty, należałoby uznać, że wyłączenie jej odpowiedzialności byłoby niedopuszczalne w świetle art. 473 §2 k.c. Zgodnie z treścią tego przepisu nieważne jest zastrzeżenie, że dłużnik nie będzie odpowiedzialny za szkodę, którą może wyrządzić wierzycielowi umyślnie. Wina zaś jest umyślna, jeżeli dłużnik – wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi – działa lub dopuszcza się zaniechania w zamiarze wyrządzenia wierzycielowi szkody, a więc gdy chce aby ona powstała, albo przewidując możliwość takiego stanu rzeczy, na to się godzi. Biorąc pod uwagę skalę naruszonych przez BT obowiązków, profesjonalny charakter prowadzonej działalności, wiedzę strony powodowej co do przedmiotu umowy i jego przeznaczenia oraz informacje udzielane klientowi przed zawarciem umowy Sąd uznał, że BT przewidywało możliwość wyrządzenia klientowi szkody i na to się godziło. Z korespondencji stron jasno wynikało, że strona powodowa zdawała sobie sprawę, że klient zamierza opublikować przetłumaczoną książkę. Pracownicy BT zapewniali klienta, że tłumaczenie w wariancie standard zostanie wykonane na wysokim poziomie. Z tych względów ograniczenie odpowiedzialności przewidziane w regulaminie Sąd uznał za nieważne na gruncie omawianej sprawy.

W mojej opinii z powyższego można wyprowadzić wniosek, że składanie na etapie oferty nieprawdziwych deklaracji, co do fachowości osób dokonujących przekładu oraz wysokiej jakości jego rezultatu końcowego, w kontekście braku właściwego nadzoru ze strony BT nad procesem tłumaczeniowym, należy traktować jako umyślne wyrządzenie szkody klientowi.

 

Naruszenie zasad sztuki translatorskiej, pojęcie tłumacza zawodowego

Co prawda zawód tłumacza (nieprzysięgłego) nie został uregulowany przez ustawodawcę, jednak nie oznacza to, że każda osoba dokonująca tłumaczenia za wynagrodzeniem może zostać określona mianem tłumacza zawodowego. Brak definicji legalnej nie oznacza całkowitej dowolności w interpretacji danego pojęcia.

W omawianej sprawie Sąd uznał, że do wykonania zlecenia nie został wybrany zawodowy tłumacz, który posiadałby odpowiednie kwalifikacje językowe oraz podstawową znajomość zasad korzystania z technologii językowych. Fakt wykorzystania darmowego narzędzia do tłumaczeń maszynowych – Google Translate – dodatkowo wskazuje na brak właściwych kompetencji oraz nieznajomość zasad sztuki przekładu pisemnego objawiające się m.in. w braku znajomości zasad postedycji oraz warunków, na których świadczona jest usługa. Wykorzystanie darmowego narzędzia do tłumaczenia maszynowego może stanowić podstawę do uznania naruszenia praw własności intelektualnej pozwanego przez stronę powodową.

Metodologia pracy tłumacza była sprzeczna z zasadami sztuki translatorskiej, jako metoda niezapewniająca poufności przekazywanych danych i naruszająca prawa własności intelektualnej przysługujące klientowi/autorowi do tekstu źródłowego. Tłumaczenie maszynowe przy użyciu Google Translate nie spełnia warunku „zachowania pełnej poufności” oraz prowadzi do naruszenia praw własności intelektualnej osób trzecich.

W mojej ocenie podmiot profesjonalnie świadczący usługi przekładu specjalistycznego winien zdawać sobie sprawę z zagrożeń wynikających z wykorzystania narzędzi, które nie są przeznaczone do zastosowań profesjonalnych i komercyjnych. Zapoznanie się z warunkami świadczenia takiej usługi (w tym przypadku regulamin usługi Google Translate) określonymi przez jej dostawcę winno być uznane za absolutne minimum staranności w tym zakresie. Natomiast wynikające z tych warunków szerokie uprawnienia dostawcy usługi tłumaczenia maszynowego winny prowadzić do zakazu jej stosowania w ramach realizacji tłumaczeń specjalistycznych objętych prawami autorskimi przysługującymi zleceniodawcy.

W obrocie profesjonalnym w zakresie usług tłumaczenia pisemnego kładzie się ogromny nacisk na wyraźne oznaczanie tłumaczeń wykonanych przy wykorzystaniu narzędzi MT. Wskazuje na to m.in. wyraźne rozróżnienie pomiędzy normami jakościowymi. Norma PN-EN ISO 17100:2015 określająca wymogi proceduralne i jakościowe w zakresie świadczenia usług tłumaczeń pisemnych wyraźnie wyłącza z zakresu stosowania normy wykonywanie tłumaczeń maszynowych z późniejszą ich postedycją. Tak realizowane tłumaczenia są uznawane za niezgodne z wymogami jakościowymi zawartymi w przedmiotowej normie. Tłumaczenia maszynowe i postedycja objęte są normą jakościową ISO 18587:2017.

We wstępie do normy ISO 18587:2017 czytamy:

EN: „(…) there is no MT system with an output which can be qualified as equal to the output of human translation and, therefore, the final quality of the translation output still depends on human translators and, for this purpose, their competence in post-editing.”

PL (tłumaczenie własne autora): „(…) nie istnieje system tłumaczenia maszynowego, którego produkt mógłby zostać uznany za równorzędny tłumaczeniu wykonanemu przez człowieka, i dlatego też, końcowa jakość tak wykonanego tłumaczenia nadal uzależniona jest od ludzkich tłumaczy oraz ich kompetencji w zakresie post-edycji.”

Co niezmiernie ważne norma jakościowa dotycząca tłumaczeń maszynowych wyraźnie rozróżnia role „tłumacza” i „postedytora”. Osoba dokonująca jedynie sprawdzenia rezultatów tłumaczenia maszynowego i wprowadzająca pewne poprawki nie jest, w myśl normy, tłumaczem. Z akt sprawy wynika, że 92% tłumaczenia stanowiło rezultat tłumaczenia maszynowego poddany postedycji, a 8% to tzw. „surowe” tłumaczenie maszynowe.

Zastosowanie procesu post-edycji wymaga uprzedniego uzgodnienia ze zleceniodawcą.

Wyraźnie należy zaznaczyć, że zastosowanie tłumaczenia maszynowego w profesjonalnym przekładzie nie jest oczywiście całkowicie wyłączone. Wręcz przeciwnie – jest to często stosowana metoda działania w przypadku tłumaczenia tekstów użytkowych o stosunkowo niskim stopniu złożoności i poziomie trudności, nieprzeznaczonych do zastosowań wysokospecjalistycznych, takich jak instrukcje obsługi AGD, opisy produktów w sklepach internetowych, proste teksty handlowe i informacyjne, nieskomplikowane umowy, regulaminy, zarządzenia itp.

W przypadku tekstów o wyższym stopniu komplikacji i wymogach jakościowych tłumaczenie maszynowe stosowane jest wyłącznie pomocniczo, jako forma podpowiedzi, czy też materiał referencyjny.

Należy podkreślić, że w niniejszej sprawie głównym problemem nie był sam fakt zastosowania tłumaczenia maszynowego, tylko wykorzystanie go w sposób skrajnie nieprofesjonalny i niezgodny z powszechnie akceptowanymi zasadami sztuki i dobrymi praktykami branżowymi.

Korzystanie z profesjonalnych narzędzi tłumaczeń maszynowych jest dopuszczalne wyłącznie za wyraźną zgodą zleceniodawcy i jest innym rodzajem usługi od tradycyjnego tłumaczenia pisemnego. W odniesieniu do tłumaczeń maszynowych ma zastosowanie inna norma jakościowa niż do tłumaczeń pisemnych (tłumaczenia pisemne – PN-EN ISO 17100:2015; tłumaczenia maszynowe – ISO 18587:2017). W okresie, w którym wykonywane było tłumaczenie narzędzie Google Translate wykorzystywało tzw. metodę statystyczną, której wynikiem były tłumaczenia o wyraźnie niższej jakości, niż obecnie stosowane tłumaczenia maszynowe oparte o sieci neuronowe.

 

W zakresie zarzutu naruszenia zasad sztuki wobec skorzystania z GT należy wyjaśnić, że twierdzenie to znajduje swoje źródło w tym, że korzystanie z usług oferowanych przez Google wiąże się z akceptacją warunków korzystania i polityki prywatności, które budzą uzasadnione wątpliwości w kontekście poufności i naruszenia praw własności intelektualnej. Poniżej przedstawiam analizę skutków korzystania z usług Google w tłumaczeniach profesjonalnych.

 

Warunki korzystania z usług Google

W „Warunkach korzystania z usług Google”[1] obowiązujących w czasie, w którym wykonywane było tłumaczenie, którego dotyczy omawiany wyrok, wskazuje się, że: Przesyłając materiały w jakikolwiek sposób do Usług, użytkownik udziela firmie Google (i jej współpracownikom) ważnej na całym świecie licencji na wykorzystywanie, udostępnianie, przechowywanie, reprodukowanie, modyfikowanie, przesyłanie, publikowanie, publiczne prezentowanie i wyświetlanie oraz rozpowszechnianie tych materiałów, a także na tworzenie na ich podstawie dzieł pochodnych (na przykład przez wykonanie tłumaczenia, adaptacji lub innych zmian w celu zapewnienia lepszego działania z Usługami). Użytkownik w ramach tej licencji przyznaje prawa w ograniczonym celu obejmującym utrzymywanie, promocję i udoskonalanie Usług oraz tworzenie nowych. Licencja pozostanie w mocy nawet wówczas, gdy użytkownik przestanie korzystać z Usług (dotyczy to na przykład wpisu o firmie dodanego w serwisie Mapy Google). W niektórych Usługach mogą istnieć sposoby uzyskania dostępu do umieszczonych w nich treści oraz usunięcia ich. Ponadto w pewnych Usługach obowiązują warunki lub ustawienia, które zawężają zakres wykorzystania przez nas treści przesłanych do tych Usług. Użytkownik musi mieć niezbędne prawa do udzielenia powyższej licencji na wszelkie materiały, które przesyła do Usług.

W związku z takimi postanowieniami: po pierwsze tłumacz naruszył „Warunki korzystania z usług Google” przesyłając do usługi GT treści, na korzystanie z których w innych celach niż wykonanie tłumaczenia nie posiadał uprawnień. Po drugie, przesyłając do usługi Google treść całej książki udzielił firmie Google ważnej na całym świecie licencji na wykorzystywanie, udostępnianie, przechowywanie, reprodukowanie, modyfikowanie, przesyłanie, publikowanie, publiczne prezentowanie i wyświetlanie oraz rozpowszechnianie treści książki pozwanego. Należy zwrócić również uwagę, że Google wprowadził także regulacje w zakresie korzystania ze swoich usług w firmie: Jeśli usługi Google są używane na rzecz firmy, firma ta akceptuje niniejsze warunki. Firma zobowiązuje się chronić i zabezpieczać firmę Google, jej podmioty stowarzyszone, kadrę kierowniczą, przedstawicieli i pracowników przed wszelkimi roszczeniami, pozwami i działaniami, które wynikają z korzystania z Usług lub naruszenia niniejszych warunków bądź są z nimi związane. Obejmuje to ochronę przed wszelką odpowiedzialnością i wydatkami powstałymi w wyniku roszczeń, strat, szkód, pozwów, wyroków, kosztów postępowania sądowego i opłat za obsługę prawną. W związku z takim postanowieniem, zakładając iż powódka posiadała wiedzę na temat sposobu wykonania usługi, a przynajmniej, iż ponosi pełną odpowiedzialność wobec pozwanego za stosowane przez tłumacza narzędzia, powódka zgodziła się na warunki Google i przyjęła na siebie odpowiedzialność przed roszczeniami wynikającymi z naruszenia regulaminów Google. Z zeznań tłumacza wynikało również, że powódka wiedziała o tym, że tłumaczenia dokonywane są za pomocą Google Translate.

Polityka Prywatności Google

Istotne kwestie związane z wykorzystaniem Google Translate w niniejszej sprawie zawiera także Polityka Prywatności Google[2]. Zgodnie z tym dokumentem: Aby oferować wszystkim użytkownikom lepsze usługi, zbieramy różnorodne informacje – od informacji podstawowych, takich jak określenie, jakim językiem posługuje się użytkownik, aż po te bardziej złożone, np. ustalenie najbardziej przydatnych reklam czy najbliższych internetowych znajomych. Wszelkie dane zbierane są na dwa sposoby. Pierwszym z nich jest zbieranie informacji podanych przez użytkownika, drugim zaś zbieranie informacji uzyskiwanych podczas korzystania z usług Google. Google może zbierać dane o usługach, z których korzysta użytkownik, oraz sposobie w jaki to robi (np. wówczas, gdy użytkownik odwiedza witrynę, w której działa program reklamowy, lub wyświetla i klika na udostępniane przez nich reklamy i materiały). Między innymi Google zbiera informacje w dziennikach: Gdy użytkownik korzysta z usług lub wyświetla treści udostępnione przez Google, możemy automatycznie zbierać określone informacje i zapisywać je w dziennikach serwerów. Wśród tych informacji mogą znajdować się szczegóły dotyczące sposobu korzystania z usługi, np. wyszukiwane hasła, dane z dziennika połączeń telefonicznych, adres IP, dane o działaniu urządzenia, pliki cookie. Dane zbierane za pośrednictwem wszystkich naszych usług służą do udostępniania, utrzymywania, ochrony i udoskonalania tych usług oraz tworzenia nowych, a także do ochrony firmy Google i użytkowników jej produktów. Wykorzystujemy je również, aby zaoferować dostosowane treści – np. w postaci trafniejszych wyników wyszukiwania oraz reklam.

 

Zgodnie zatem z własną Polityką Prywatności, Google ma prawo zbierać i zapisywać w dziennikach serwerów informacje uzyskiwane podczas korzystania z usług Google przez użytkownika, a w szczególności ma prawo automatycznie zapisywać na swoich serwerach wyszukiwane przez użytkownika hasła. Korzystając z usługi Google Translate tłumacz wprowadził do wyszukiwarki translatora treść niemal całej książki, zezwalając tym samym firmie Google na zapisanie jej treści na swoich serwerach i wykorzystywanie do własnych celów.

 

Kilka dodatkowych spostrzeżeń na tle omawianego wyroku, które mogą okazać się interesujące z punktu widzenia codziennej praktyki branży tłumaczeniowej i lokalizacyjnej:

  • Pozostawienie w tekście poddanym redakcji nieprzetłumaczonych słów, oczywistych błędów językowych i ortograficznych oraz niezrozumiałych fragmentów stanowi o wystąpieniu błędów krytycznych dyskwalifikujących tłumaczenie z perspektywy wykorzystania go do celów profesjonalnych.
  • BT stało w przedmiotowej sprawie na stanowisku, że pomimo stwierdzenia w odniesieniu do niektórych fragmentów tłumaczenia ich niezręczności stylistycznej lub dosłowności tłumaczenia oraz braku odpowiedniego rejestru dla tłumaczenia specjalistycznego, były one zrozumiałe, co powinno czynić zadość jakości oferowanej przez BT w ramach usługi standard. „Zrozumiałość” tekstu to niezbędne minimum w przypadku tłumaczeń wykonywanych w trybie ekonomicznym (niska cena, krótki termin realizacji) w celach informacyjnych na potrzeby własne klienta. W takiej sytuacji styl, szyk, dobór słownictwa czy właściwy rejestr mają znaczenie drugo-, albo i trzeciorzędne. W sytuacji tłumaczenia, które ma służyć do zastosowań profesjonalnych sam fakt „zrozumiałości” tekstu, który jednocześnie jest trudny w odbiorze, niekompletnie przetłumaczony i obarczony wieloma usterkami językowymi, nie pozwala na uznanie tłumaczenia za wykonane prawidłowo.
  • Tekst przeznaczony do zastosowań profesjonalnych musi budzić zaufanie u odbiorcy również w warstwie językowej. Dosłowność i zastosowanie potocznych sformułowań budzi wątpliwości u odbiorcy co do poprawności merytorycznej tłumaczenia oraz wyklucza jego dalsze wykorzystanie i cytowanie. Błędy typowo wynikające z niewłaściwego wykorzystania tłumaczenia maszynowego dyskwalifikują tekst w oczach odbiorcy profesjonalnego.
  • Odpowiedzialność za wybór tłumacza ponosi biuro jako bezpośrednia strona umowy ze zleceniodawcą. Ewentualny wybór oparty na preferencjach klienta winien odbywać się spośród osób właściwie zweryfikowanych przez biuro tłumaczeń pod kątem kompetencji translatorskich i gwarantujących odpowiedni poziom tłumaczenia w danej dziedzinie. Tłumacz w niniejszej sprawie takich standardów nie spełniał.
  • Co do udziału klienta w procesie tłumaczenia publikacji książkowych to odnosząc się do tej kwestii w sposób ogólny, oderwany od niniejszej sprawy, można stwierdzić, że współpraca pomiędzy klientem/autorem a biurem tłumaczeń/tłumaczem jest wysoce pożądana i wpływa korzystnie na końcowy rezultat procesu tłumaczeniowego. Przy czym nie jest to warunek niezbędny dla prawidłowego wykonania usługi, ale stanowi dobrą praktykę branżową. Współpraca taka może obejmować ustalenie terminologii, wyjaśnienie ewentualnych niejasności tekstu źródłowego, dostarczenie materiałów referencyjnych i wskazanie źródeł dodatkowych, które mogą okazać się przydatne podczas przekładu.
  • Zła jakość tekstu źródłowego ma wpływ na jakość tłumaczenia. Jednak należyta staranność wymagana od profesjonalisty wiąże się z koniecznością zawiadomienia zamawiającego tłumaczenie o tym, że dostarczony przez niego materiał nie nadaje się do prawidłowego wykonania dzieła (art. 634 Kodeksu cywilnego). To biuro tłumaczeń, jako przyjmujący zamówienie, jest w tym stosunku profesjonalistą, który powinien dokonać oceny dostarczonego materiału pod względem przydatności do prawidłowego wykonania dzieła. Zleceniodawca tłumaczenia z reguły nie posiada wiedzy i przygotowania fachowego, aby ocenić w sposób dostateczny czy przekazywany materiał nadaje się do tłumaczenia.
  • BT jest zobowiązane do sprawowania bieżącego nadzoru jakościowego i organizacyjnego nad przebiegiem procesu tłumaczeniowego oraz ponosi odpowiedzialność za dobór stosowanych przez tłumacza narzędzi. BT zobowiązane jest do dokonania kontroli jakościowej tłumaczenia przed oddaniem dzieła klientowi. Zamówienie usługi nie obejmującej weryfikacji, a jedynie redakcję natywną nie uzasadnia w jakimkolwiek stopniu wykonania tłumaczenia nie spełniającego podstawowych branżowych standardów jakościowych.

Omówiony powyżej wyrok nie jest prawomocny. Została wniesiona apelacja i sprawa będzie rozpoznawana w II instancji przez Sąd Okręgowy w Poznaniu. Będę nadal śledził losy tej sprawy i podzielę się z czytelnikami naszego bloga informacją o ostatecznym rozstrzygnięciu tej niezwykle ciekawej sprawy.

[1] „Warunki korzystania z usług Google” według stanu od 1 marca 2012 r. do 11 listopada 2013 r., dostęp: https://policies.google.com/terms/archive/20120301?hl=pl&gl=pl

[2] Polityka Prywatności Google według stanu prawnego od 24 czerwca 2013 r. do 20 grudnia 2013 r. dostęp: https://policies.google.com/privacy/archive/20130624?hl=pl&gl=pl